Zignorowała mój wniosek z 30 maja o odwołanie B. Chazana i kontrolę w jego szpitalu zaraz po ogłoszeniu Deklaracji wiary. Zlekceważyła fakt, że prokuratura zdecydowała się wszcząć śledztwo w sprawie działań profesora. Nie przejęła się potwierdzeniem naruszenia prawa stwierdzonym przez Rzecznika Praw Pacjenta. A wczoraj zapowiedziała, że nie będzie wyciągać wniosków na podstawie zakończonej właśnie kontroli Ministerstwa Zdrowia, która ujawniła rażące naruszenie prawa przez prof. Chazana. Kontroli, po której minister Arłukowicz złożył wniosek do prokuratury, a NFZ nałożył 70 tys. zł kary finansowej dla szpitala. Dla Hanny Gronkiewicz-Waltz to jednak wciąż za mało.
Nie przekonał ją też opis urodzonego dziś dziecka. Które nie ma połowy głowy, ma mózg na wierzchu, wiszącą gałkę oczną, ma rozszczep całej twarzy, nie ma mózgu w środku. I będzie umierało przez najbliższy miesiąc albo dwa. Taki opis przedstawił dziś profesora Dębski - jeden z najlepszych ginekologów w kraju, pracujący w innym warszawskim szpitalu.
Nie przekonują pani prezydent słowa Prof. Chazana, który jest dumny ze swojego „dzieła” i mówi, że będzie nadal łamał prawo. Bo tak każe mu jego sumienie. Te, w którym zabrakło miejsca na myślenie o oszukanej przez niego kobiecie i jej cierpienie.
Pani prezydent nadal czeka, tylko tak naprawdę nie wiadomo na co, bo przecież kontrola miejska nie może wykazać czegoś innego, niż chociażby ta ministerialna. Zwlekając z decyzją Hanna Gronkiewicz-Waltz żyruje działania dyrektora, które stanowią zagrożenie dla zdrowia i życia pacjentek. Tak naprawdę nie wiadomo ilu każdego kolejnego dnia.
Jego działalność prowadzi też do strat dla szpitala. Począwszy od nadszarpniętego wizerunku po wymierne 70 tys. zł kary, które nie obciąży przecież prywatnej kieszeni Chazana. A powinno, bo dlaczego my wszyscy mamy płacić za poglądy dyrektora szpitala? 70 tysięcy złotych to 30 wynagrodzeń położnych. Dla profesora zaś to tylko sześć miesięcznych pensji. Skoro tak bardzo walczy o swe poglądy, to niech najpierw udowodni, że są one cenniejsze, niż jego kasa.
